Filecik bez ości zakupujemy w zależności od upodobań, u mnie trafiło na… uhh nie pamiętam. Ryb generalnie nie lubię więc przy zakupie marudziłem, no i wypadło z głowy co to za okaz.
Chodzi o to, że jak to w domu, wróciłem, rypnąłem rybe na talerz do rozmrożenia. Powiedziałem jej ‘stara nie lubię ryb i ty pewnie też smaczna nie będziesz…’ i wciągnęły mnie domowe sprawy. Wieczorem sobie uświadomiłem że rybka wypłynęła na blat w kuchni więc czas z nią coś zrobić, a że pora była późna to nasoliłem, popieprzyłem, zawinąłem w folie aluminiową i szurnąłem do lodówy.
Następnego dnia po przemyśleniach postanowiłem i upiec w folii w piekarniku.
Dorzuciłem posiekanej cebulki (no ta miało nie być w pierwszej fazie), dwa ząbki czosnku, oregano, wszystko według uznania. Zawinąłem w tą samą folie w której leżakowała i bach w piekarnik. Ustawiłem piekarnik na ‘znak’ rybki, temperaturka wyskoczyła dosyć wysoka bo 250 stopni, no cuż z piekarnikiem się kłócił nie będę na pewno lepiej wie w jakiej temp. się to robi… Po odczekaniu ‘na oko’ odpowiedniego czasu i dowąchaniu się odpowiedniego aromatu skosztowałem.
Pyszne. Żona pyszne. Dzieciom nie dałem bo tyle bym widział.
Smacznego
Opublikował/a agronblog 


