Dieta białkowa: filet rybny w ziołach i jego historia.

Filecik bez ości zakupujemy w zależności od upodobań, u mnie trafiło na… uhh nie pamiętam. Ryb generalnie nie lubię więc przy zakupie marudziłem, no i wypadło z głowy co to za okaz.
Chodzi o to, że jak to w domu, wróciłem, rypnąłem rybe na talerz do rozmrożenia. Powiedziałem jej ‘stara nie lubię ryb i ty pewnie też smaczna nie będziesz…’ i wciągnęły mnie domowe sprawy. Wieczorem sobie uświadomiłem że rybka wypłynęła na blat w kuchni więc czas z nią coś zrobić, a że pora była późna to nasoliłem, popieprzyłem, zawinąłem w folie aluminiową i szurnąłem do lodówy.
Następnego dnia po przemyśleniach postanowiłem i upiec w folii w piekarniku.
Dorzuciłem posiekanej cebulki (no ta miało nie być w pierwszej fazie), dwa ząbki czosnku, oregano, wszystko według uznania. Zawinąłem w tą samą folie w której leżakowała i bach w piekarnik. Ustawiłem piekarnik na ‘znak’ rybki, temperaturka wyskoczyła dosyć wysoka bo 250 stopni, no cuż z piekarnikiem się kłócił nie będę na pewno lepiej wie w jakiej temp. się to robi… Po odczekaniu ‘na oko’ odpowiedniego czasu i dowąchaniu się odpowiedniego aromatu skosztowałem.
Pyszne. Żona pyszne. Dzieciom nie dałem bo tyle bym widział.

Smacznego

2 odpowiedzi na „Dieta białkowa: filet rybny w ziołach i jego historia.

  1. Maro pisze:

    I jak tam. Nikniesz w oczach? Masz już BMI jak Ania Rubik?

  2. agronblog pisze:

    Ona przy mnie to gruby pasztet.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.